Matka karmiąca się wyrzutami sumienia

Niezliczona jest liczba spraw, z którymi przychodzi się zmierzyć przy okazji narodzin dziecka, zwłaszcza tego number one. (Przy number two, zaręczam, jest odrobinę lepiej, może przy number six w ogóle nie ma tematu – raczej nie sprawdzę 🙂 ). Wybór wózka czy szpitala, w którym nastąpi ten ważki fakt, to małe miki przy wyzwaniach czekających matkę noworodka. Fundamentalną sprawą, z którą trzeba się zmierzyć, jeszcze zanim małe gardziołko wyda swój pierwszy krzyk, jest sposób karmienia tegoż gardziołka, by jego właściciel był najzdrowszym i najszczęśliwszym dzieckiem świata. I choć pozornie istnieją przynajmniej dwie opcje, kwestia jest tak naprawdę bezdyskusyjna: wszak wiadomo, że każda zdrowa kobieta od pierwszych chwil karmi dziecię swą pełną piersią – a kto nie karmi, ten trąba i basta!    

Już w szpitalu skołowana matka polka słyszy magiczne zaklęcie: przystawiać, przystawiać, przystawiać! Przystawiać do piersi małego ludzika, który jeszcze nie wie, że jest po drugiej stronie barykady, ale ssać już umie na pewno… W odurzonej hormonami głowie nieszczęśnicy huczą dodatkowo złowrogie pojęcia: dokarmianie, butelka, smoczek, sztuczne mleko. I oczywiste oczywistości: każda kobieta jest w stanie wykarmić swoje dziecko; nie ma czegoś takiego jak brak pokarmu; dziecko potrzebuje wyłącznie pokarmu matki; przystawiać, przystawiać, przystawiać…

Nawet z pustych piersi w końcu mleko popłynie, no przecież musi, więc matka karmiąca się wyrzutami sumienia przystawia dziecko przez dwadzieścia godzin na dobę. Jak ssie, znaczy je, czyli coś tam jednak jest! – myśli z ulgą i nie śpi dalej, przystawiając sumiennie nienasycone, nieukojone od kilku dni niemowlę. Jak najszybciej chce zapomnieć o tych kilku flaszkach sztucznego mleka, którymi dokarmiła dziecko w szpitalu, żeby przestało tracić na wadze. Wszystko zniesie, bo przecież w końcu karmi naturalnie. Naturalnie, a nie sztucznie – bingo!

A potem okazuje się, że przez te wszystkie bezsenne doby dziecko nie przybrało na wadze ani grama, że zjada z piersi jedną piątą tego, co powinno, że jest głodne po prostu… Matka karmiąca się wyrzutami sumienia wprost zachłystuje się poczuciem winy i żalu – co jest z nią nie tak, że nie może nakarmić swojego dziecka? Dlaczego innym kobietom, widziała to na własne oczy, pokarm wypełnia po brzegi nie tylko piersi, ale i butelki oraz laktatory? Drżącymi rękami przygotowuje porcję mleka modyfikowanego, ze łzami w oczach patrzy w oczy maleństwu, które łapczywie chwyta smoczek. Panicznie boi się, że przez to całkiem odrzuci pierś, ale jeszcze bardziej boi się świadomości, że będzie głodne. A przecież w tej nieszczęsnej butelce nie ma trucizny, tylko wartościowy, pożywny pokarm, który w tych jej nieszczęsnych piersiach jeszcze się objawi. Taką matka karmi się nadzieją…

Matka Polka Idealna Karmiąca musi pogodzić się z tym, że jej droga mleczna nie jest usłana różami. Oswoić i przełknąć pejoratywne pojęcia, zmierzyć się z pytaniami, a nawet ocenami otoczenia. Przekuć poczucie porażki w pewność, że na ten moment dba o swoje dziecko najlepiej, jak tylko może i potrafi. I nie dać się osaczyć przekonaniem, że karmienie piersią jest naturalne jak oddychanie  – nawet jeśli była to jedyna kwestia, która przed porodem wydawała się absolutnie pewna…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *